O autorze
Wielokrotna medalistka Mistrzostw Świata i Europy w skoku o tyczce, 3-krotna olimpijka. Spróbuję przybliżyć sport i okolice widziany moimi oczami

Formia cz.1

W moją aktywność na blogu wdarła się ostatnio dłuższa przerwa. Trochę zabrakło mi serca i ochoty, ale już jest w porządku.

Po rozczarowaniu spowodowanym nieudanym startem na ME w Helsinkach nie ma już śladu. W Helsinkach, w moich skokach zabrakło powtarzalności, automatyzmu i może trochę szczęścia.

Od 4 lipca jestem na zgrupowaniu w Formii i pracuję przede wszystkim nad techniką skoków. W Formii miałam być już w maju, ale przedłużający się remont stadionu nie pozwolił na przeprowadzenie zgrupowania. To małe miasteczko położone w równej odległości pomiędzy Rzymem a Neapolem podczas swojej kariery odwiedzałam najczęściej. Wylałam tu masę potu podczas treningów, wielokrotnie właśnie tutaj dochodziłam do szczytu formy przed moimi największymi sukcesami i wreszcie tutaj w 2010 roku niestety doznałam najpoważniejszej kontuzji w swojej karierze.

Aż trudno mi samej w to uwierzyć, ale pierwszy raz przejechałam do Formii w wieku 16 lat z trenerem Edwardem Szymczakiem. Wyjazdy na zagraniczne zgrupowania to była przynęta stosowana przez trenera, która miała mnie i moje koleżanki zachęcić do uprawiania sportu. No i jak widać w moim przypadku zadziałała. Do Formii wracałam niemalże co roku. Nie jestem jednak w stanie policzyć ile dni łącznie spędziłam w tym ośrodku przygotowań. Na pewno w czasie mojej kariery miały miejsce 3 poważne remonty stadionu i ośrodka. Mam tutaj wielu znajomych, przyjaciół, znam prawie każdy zakątek tego miejsca. Poznałam niezliczoną ilość wspaniałych smaków włoskiej kuchni. Specjalnością tej okolicy jest specyficzny rodzaj sera mozzarella – Mozzarella di Buffalla, z mleka krów hodowanych tylko w tym regionie. Jesienią 2005 roku spędziłam w Formii prawie dwa miesiące trenując z trenerem Witalijem Pietrowem i Jeleną Isinbajewą, która wtedy była na pierwszym w karierze zgrupowaniu poza Rosją. Czułam się trochę jak jej przewodniczka w nowym świecie, pomagałam jej w nauce angielskiego, a ona odwdzięczała się lekcjami języka rosyjskiego. Jelena nie mogła przekonać się do konsumpcji wspomnianej wyżej mozzarelli. W końcu namówiona przeze mnie spróbowała i wiem, że do dzisiaj jest jej wierną fanką☺.

Z tamtego zgrupowania pamiętam też jak Witalij Pietrow zaryzykował przeprowadzenie wspólnego treningu technicznego mojego i Jeleny. Sytuacja wymknęła się jednak szybko trenerowi spod kontroli i trening bardzo szybko przemienił się w zabawną rywalizację. Po tej nieudanej próbie trenowałyśmy dalej wspólnie, ale już skakać razem nam Pietrow nie pozwolił.

Postaram się jeszcze w najbliższym czasie wrócić na blogu do wspomnień z Formii. Gdy powoli zbliżam się do końca kariery, to coraz mocniej jestem przekonana, że sport to nie tylko wyświechtany truizm o poświęceniu, wysiłku i utracie zdrowie. Sport to również, a może przede wszystkim wspaniałe miejsca, smaki, zapachy, masa kontaktów, znajomych i przyjaciół na całym świecie. Myślę, że młodym ludziom zaczynającym przygodę ze sportem warto o tym przypominać.
Trwa ładowanie komentarzy...