54 dni

Minęły 54 dni od mojego ostatniego skoku podczas Igrzysk w Londynie.

Nie trenuję od 5 sierpnia. Niby powinnam mieć więcej wolnego czasu ale zajęć mi naprawdę nie brakuje. Aktualnie kończę tygodniowy pobyt u mojej babci w przepięknej, kochanej Polanicy Zdrój. Wcześniej mnóstwo czasu poświęciłam na pracę w moim ogrodzie. Odwiedziłam przyjaciół w Warszawie, Krakowie, Rudzie Śląskiej. Odrabiałam i odrabiam zaległości towarzyskie. Trochę medialnych obowiązków, spotkania z dziećmi. Wczoraj w cudownym rodzinnym domu dziecka w Gorzanowie. Na brak zajęć nie narzekam☺.

Oczywiście przez ten cały czas nie sposób było uciec od toczących się wszędzie sporów i dyskusji o sytuacji bieżącej i przyszłości polskiego sportu. Kilka razy trafiając na pozbawione kompetencji wypowiedzi chciałam od razu siadać do komputera i wylewać żale. Jednak postanowiłam robić swoje zgodnie z maksymą Pana Wojciecha Młynarskiego.

Dzisiaj mogę tylko powiedzieć, że podoba mi się idea i konieczność wyboru strategicznych dyscyplin czy wręcz konkurencji, którą proponuje Pani minister Mucha.
Ubolewam, że odpowiedzialnością za niepowodzenia obarcza się głównie zawodników i trenerów. W sumie doszłam do wniosku, że nie pamiętam by kiedykolwiek w trakcie mojej kariery usłyszałam, że odpowiedzialnością za porażki polskiego sportu obarczony został jakikolwiek urzędnik ministerstwa. By odebrał sobie premie lub pozbawił się pensji z łatwością z jaką przychodzi im pozbawiać wynagrodzenia, stypendium sportowców po jednorazowym niepowodzeniu. Ministerstwo potrzebuję urzędników zaangażowanych, żądnych sukcesu i odpowiedzialnych a nie tylko takich , którym zależy tak naprawdę tylko na tym by nie specjalnie dużo się działo, pragnących stabilizacji. Przyjemności i ryzyka dotyczące sportu wyczynowego powinny dotyczyć wszystkich pracujących w tej strukturze.

Polski sport potrzebuje dobrego pozytywnego PR. Dzisiaj, jak się okazało jest bezradny wobec żenującego tekstu Pana Jacka Żakowskiego, wobec bezczelnych pytań kompletnie pozbawionego kompetencji w obszarze sportu Pana Kamila Durczoka (obu wyżej wymienionych panów szanuję za ich dotychczasowy dorobek). Większość polskich dziennikarzy sportowych skandalicznie wąsko rozumie pojęcie krytyki, zawężając je tylko do negatywnej oceny zjawisk. Na szczęście mogę się zrelaksować w ogrodzie.

W kwestii oczywistej, czyli konieczności popularyzacji sportu powszechnego najbardziej liczę na ruchy oddolne. Z wielką przyjemnością obserwuję jak w postępie geometrycznym przybywa biegających. Jak ten ruch napędzają ludzie po trzydziestce, którzy zrozumieli, że poza ściganiem się w swych zawodowych specjalnościach, fajnie jest powalczyć z samym sobą w najprostszej z możliwych aktywności fizycznych. Nikt ich tego nie uczył, nikt nie stworzył rządowego programu. Kilka oddolnych inicjatyw, trochę pozytywnego snobizmu i poszło. Brawo!

Wyżej wspomniałam, że robię swoje więc teraz kilka słów o tym. Bardzo się cieszę, że po raz pierwszy będę miała wpływ na wybór władz PZLA. Zostałam delegatem na krajowy zjazd (okropna nomenklatura, prawda?;-)) Tym , którzy mnie wybrali dziękuję. Odbyłam bardzo interesujące spotkanie komisji zawodniczej światowej federacji lekkoatletycznej IAAF. Planuję , mam nadzieję interesujący panel dyskusyjny komisji zawodniczej PKOL, której szefuję. Mam kilka pomysłów na rozwój naszego klubu w Szczecinie. Jest dobrze ☺

Buziaki!!!
Trwa ładowanie komentarzy...